środa, 8 sierpnia 2012
Rozdział I
-Pij!Pij!Pij!- Słyszała za sobą krzyki. Wszyscy znajdowali się w małej szopie Kate, na obrzeżach miasta. Co roku klasa Emmy i Kate świętowała tam dzień przed rozpoczęciem roku. Były tam wszystkie drugie klasy gimnazjum, o ile siedemdziesiąt osób może się zmieścić na dwudziestu metrach kwadratowych.
Emma niepewnie trzymała czerwony, plastikowy kubeczek w dłoni w którym znajdowała się przeźroczysta ciecz. Przyłożyła go do ust. Skrzywiła się odurzona mocnym zapachem alkocholu. Zakręciło jej się w głowie. To Nick przyniósł czterdziesto procentową wódkę na imprezę, Emma zawsze się zastawiała nad tym skąd on to wszystko bierze, ale potem dochodziła do wniosku, że nie chce tego wiedzieć. Szybko przechyliła kubeczek, a niby niewinny napój znalazł się w jej gardle i zapalił go żywym ogniem. Przełknęła szybko. Zwrócę, pomyślała. Po pomieszczeniu rozniosły się radosne okrzyki, słyszała gratulacje i czuła klepanie po plechach wielu osób. Jednak widowisko się skończyło i wszyscy zdążyli już wrócić do Hanny tańczącej na stole. Wszyscy wiedzieli, że była wstawiona, jednak nikt nie powstrzymał jej przed dzikimi ruchami w rytmie rumby. Tylko klaskali do rytmu. Nawet jej chłopak, Nick jej nie pomógł, tylko obściskiwał się z jakąś dziewczyną w kącie. Emma zaczęła jej współczuć, ale potem przypomniało jej się, że to ona upokorzyła ją w trzeciej klasie. I uczucie odpłynęło. Nawet raz klasnęła, ale przestała, dochodząc do wniosku, że to żałosne.
-Jak było?- usłyszała skrzek Kate, jej przyjaciółki. Patrzyła na Emmę swoimi niebieskimi oczami i pomogła jej wstać, wbijając swoje tipsy w jej skórę. Ostatnio utleniła sobie włosy Emma powiedziała, że wygląda super, ale wyglądała sztucznie, tak, jak jej opalenizna, wszystko u niej było sztuczne, nawet uśmiech. Zmieniła się.
-Całkiem nieźle.- odpowiedziała nieco pijana już Emma, nadal czując ogień w gardle.
-Kochanie muszę ci coś powiedzieć....-przerwała, czekając na reakcje. Emma zamilkła dając jej znak żeby mówiła dalej. - Widziałam, jak Patrick całował się z Evą.- Dokończyła bez krzty współczucia w głosie.
Zabolało, jak cholera. Mocno. Poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. Widziała wszystko przez powłokę słonej wody. Podobno, jak płacze się ze smutku to łzy są słone, a jak z gniewu to gorzkie. Nie wiedziała czy to prawda, ale gdzieś to kiedyś słyszała. Nim zaczęła się nad tym głębiej zastanawiać jedna łza spłynęła jej po policzku, Zaczęła myśleć tak szybko, na ile pozwalał jej pijany mózg.
Czemu?, zapytała siebie.
Lecz smutek szybko minął, a na jego miejscu pojawił się gniew. Silny, zbyt silny, to była furia.
-gdzie oni są?- Zapytała, a głos aż zadrżał od złości.
-Za szopą.- Odpowiedziała uśmiechając się lekko, ale Emma nie miała teraz czasu się nad tym zastanawiać. Ruszyła za stodołę, a gdy wyszła zza rogu ukazali się się Patrick i Eva, siedzieli razem, przytuleni do siebie na ławeczce pod drzewem. Podeszła do nich, a kiedy Patrick ją zobaczył, na początku był zamurowany, a potem przestraszony, aż w końcu nałożył maskę i zaczął:
-To nie tak....
Chwyciła go za jego blond włosy i pociągnęłam mocno ku ziemi, czując płynącą adrenalinę w żyłach.
- Ty sukinsynu, ja ci się oddałam,a ty....- głos mi się załamał i zalałam się łzami-... a ty, obściskujesz jakaś sukę. - Dokończyłam puszczając jego włosy. dziewczyna z którą siedział wyglądała na przestraszoną, zauważyła Emma, ale po chwili doszła do wniosku, że gówno ją to obchodzi. Nie przyglądając się jej dalej Emma uciekła w stronę domu.
Światła w domu było pozapalane. Emma nie była pewna czy chce tam iść. Czekał ją tylko ochrzan, że uciekła. Westchnęła. Uchyliła ostrożnie drzwi, żeby wejść niezauważona. Lecz tata cierpliwie siedział na kanapie, przebierając palcami ze zdenerwowania, a wraz z jej wejściem ruszył w Emmy stronę. Był zły, doszła do wniosku Emma, zły to mało powiedziane. Przebiegł ją dreszcz po całym ciele, nie lubiłą tego.
-Gdzie ty byłaś do, cholery?- Zapytał cały czerwony na twarzy.
-Nigdzie.- Wybełkotała, niewyraźnie.
-Czy ty jesteś pijana?- zapytał nie wierząc w swoje słowa.
-Nie.- Odpowiedziała zanosząc się śmiechem.
-Do pokoju! Szlaban do odwołania!- Krzyknął a jego głos odbił się echem po ścianach. Ruszyła powoli, na górę po schodach. Kiedy weszła rzuciła się na łóżko, nie mając siły wstać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz