niedziela, 2 września 2012

Rozdział III

Od
Od śmierci ojca minęły dwa tygodnie, a Emma nadal widziała przed oczami jego bezwładne ciało leżące na łóżku szpitalnym. Czasami budziła się w nocy z krzykiem, nawiedzana przez ojca i Vicki.
Zamieszkała z Mage, która po wypadku była w zagrożonej ciąży pod obserwacją lekarzy. Także w sądzie wywalczyła dwieście tysięcy odszkodowania,  bo niby coś miało zastąpić ojca.
Po południu obie usiadły w przestronnym salonie. Wrześniowe słońce tańczyło po ścianach i oświetlało pół twarzy Emmy przez co nic nie widziała. Na dworze za to słychać było małe,  dzieci wybiegające radośnie ze szkoły. Mage spojrzała niepewnie na swoją niedoszłą pasierbice i wzięła głęboki wdech. Jak zacząć? Patrzyła na Emmę z utkwionym spojrzeniem gdzieś w ścianie, te puste oczy... Przypominały spojrzenie jej po śmierci Laury.
Westchnęła ponownie i zaczęła:
-Kiedy byłam w twoim wieku- przerwała.- Poznałam twojego ojca...


20 maj 2010 r.

Były na placu zabaw niedaleko domu, Vicki zawsze zabierała tam młodszą siostrę kiedy była mała.
Majowe słońce grzało w plecy dziewczyn, a lekki wiatr ochładzał skórę. W powietrzu czuć było wiosnę, Vicki kochała tą porę roku i zapach...kiedy wszystko budzi się do życia.
-Co sądzisz o tej Matie?- Zapytała Emma, biorąc rozpęd na huśtawce.
-Mage.- Poprawiła ją siostra.- Może być.- Wzruszyła ramionami, z tajemniczą miną. W zamian siostra posłała jej pytające spojrzenie.
-Co może być? Ty coś wiesz, tak? I mi nie mówisz.- Naburmusiła się Emma, ale przestała widząc krzywą minę siostry.
-Była kiedyś z naszym ojcem.- Powiedziała, jak gdyby nigdy nic.
Emma zatrzymała huśtawkę.
-Nie gadaj, skąd ty to wiesz?- Zapytała.
-Na strychu był pamiętnik mamy.
-Dasz mi go?- Zapytała z nadzieją w głosie.
-Oszalałaś chyba.
-Czemu?- Zapytała marszcząc brwi.
Emma tylko usłyszała śmiech siostry, Vicki zawsze śmieszyły jej miny.
-Dam ci ,kiedy będziesz w moim wieku.- Powiedziała i zaniosła się głośnym, chrapliwym kaszlem.
-Czemu nie pójdziesz z tym do lekarza?- Zapytała zmartwiona Emma.
-To tylko przeziębienie.- Odpowiedziała, machając lekceważąco ręką i wypluwając ślinę na piach.


-Słuchasz mnie?- Zapytała zdezorientowana Mage.
-Mhm.
-Byliśmy razem, aż do lata, ale wtedy ciotka wysłała mnie do szkoły z internatemi straciłam z nnim kontakt. I wtedy poznali się twoi rodzice. A ja wyprowadziłam się z miasta. I wróciłam dopiero cztery lata temu. Kiedy go spotkałam po raz pierwszy od tamtych lat... Powiedział mi, że mnie szukał. I...- głos jej się załamał- od tamtego czasu byliśmy ze sobą.
-Świetnie.- Powiedziała zła Emma.- A po co mi to mówisz?
-Ja chciałam...
-Co ty chciałaś?- Przerwała jej.- No co?
- Chcę żebyś była na pogrzebie.- Wykrztusiła to z siebie. Emma zaśmiała się głośno i chrapliwie i powiedziała:
-Wychodzę.
-Gdzie?
-Nie udawaj, że to cię obchodzi.- Rzuciła za sobą, zatrzaskując drzwi.
Kiedy wyszła zerwał się silny wiatr, opatuliła się szczelniej bluzą i ruszyła przed siebie. Widziała jak wyschnięte liście z jednej strony przeszły na drugą, słyszała jak szumiły. Skrzywiła się. Nie lubiła jesieni, zawsze kojarzyła jej się z wilgocią i zimnem. Nieświadoma, ruszyła w stronę szkoły, a na parkingu roiło się jeszcze od samochodów. Przy jednym z zauważyła Hannę, Kate, Evę i Nicka, chłopaka Hanny. Ruszyła do nich niepewnie ze sztucznym uśmiechem na twarzy, ale też dziwnym skurczem w brzuchu. Co robi tam Eva?-          Myślała obsesyjnie. Ona nigdy się z nami nie trzymała. Kiedy Hanna ją zauważyła powiedziała coś szybko i wszyscy zamilkli. Widziała to samo spojrzenie z pode łba Hanny, co wcześniej, lecz zauważyła także coś innego, pogardę. Eva wyglądała na przestraszoną, Kate jakby nie rozpoznawała swojej przyjaciółki, a Nick, jak zwykle nie wyrażał emocji.
-Cześć.- Powiedziała niepewnie Emma. Zapadła grobowa cisza, nikt jej nie odpowiedział.
-Musimy porozmawiać.- Powiedział Kate, przebierając z nogi na nogę i strzelając kostkami, zawsze tak robiła, kiedy się denerwowała.
Odeszły troche i Kate zaczęła:
-Co ty tu robisz?
Czy to złość? Próbowała rozgryźć Emma.
-Co się stało?- Zapytała zdezorientowana.
Kate obejrzała się na szepczącą grupkę, westchnęła głęboko i zaczęła:
-Wiele się zmieniło.
-Co mogło się zmienić przez kilka dni?
-Wszyscy o tobie mówią.
-Czemu?
-Kiedy cię nie było Patrick rozgadał wszystkim, że kiedy gadał z jakąś dziewczyną, ty się na  niego rzuciłaś, robiąc mu awanturę, no, że...-Wzięła głęboki wdech.- Chciałaś go zabić. Eva                                  wszystko potwierdza.
-Zaprzeczyłaś, prawda?
-Nie widziałam, co się tam zdarzyło.- Powiedziała cicho, Kate.
               Emma zaśmiała się głośno i ochryple, jak w salonie, czym przykuła uwagę szepczącej grupki. Emma przybliżyła się do jej towarzyszki i wysyczała jej do ucha:
- Nigdy nie byłaś moją przyjaciółką.
           Odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie nie wiedząc gdzie iść.

    Ściemniło się, ale Emma nadal krążyła po kontaktach w poszukiwaniu ratunku od teraźniejszości. Aż w końcu natrafiła na numer odświeżający jej pamięć:
Sabrina.


 Taka notka przed szkołą, symbolicznie. Właśnie, SZKOŁĄ. Trzeba się zacząć przyzwyczajać do tego słowa, niestety :(






piątek, 10 sierpnia 2012

Rozdział II

   

Wstając rano Emma czuła przytłaczający ból głowy. Wzięła telefon i sprawdziła godzinę, była dziesiąta rano, a już dostała cztery smsy od Patricka. Wyłączyła pospiesznie telefon nie sprawdziwszy wiadomości. Westchnęła. Wywlokła się z łóżka i zeszła do przestronnej kuchni. Kafelki nieco zmroziły jej stopy, ale postanowiła nie zwracać na to uwagi. Usiadła na krześle przy stole i dopiero wtedy zauważyła kartkę od ojca z jego nieczytelnym pismem. Wzieła ją do ręki i przeczytała:

- O jedenastej przyjdzie Dorote. Ja i Mage pojechaliśmy do lekarza.

Zgniotła kartkę i westchnęła jeszcze raz.





                                                                        ***




-Jak się trzymasz?- Zapytał Rick, kładąc rękę na brzuchu Mage.

-Całkiem dobrze tylko miałam rano mdłości. - Odpowiedziała wplatając swoje palce w jego.

Westchnął i położył zpowrotem rękę na kierownice.

- Nie wiem co z nią zrobić, Mage, nie mam pojęcia od śmierci Vicki minęły 2 lata, a ona zachowuje się, jak jakaś zbuntowana nastolatka.- Powiedział zmartwiony.

- Ja też nie mogłam się pogodzić z śmiercią mojej siostry. I wtedy ciotka wysłała mnie do szkoły z internatem

- Nie chce jej tam wysyłać, bo wiem, że to pogorszy sprawę.- Westchnął.- A zresztą...-zaczął- nadal obwinia się za śmierć Kristin przy porodzie. Ja.... już nie wiem co mam robić.

-Mówię ci...- zaczęła i spojrzała na drogę. Przed nimi stał nieoznakowany drąg o wysokości pół metra.- Uważaj!- krzyknęła, ale było już za późno. Samochód z dużą siłą uderzył o metal i przewrócił się kilka razy, aż w końcu zatrzymał się do góry nogami. Mage była zdezorientowana i przerażona. Wszędzie była krew. Spojrzała na siedzenie obok, ale nikog tam nie było.

-Rick!- krzyknęła przerażona.

Zbiła okno i widziała, jak odłamki wbijają się jej w rękę. Wyczołgała się i zobaczyła narzeczonego leżącego kilka metrów dalej. Chciała tam podbiec, ale dopiero wtedy poczuła przenikliwy ból w lewej nodze. Nie chciała na nią patrzeć, bo wiedziała, że zwróci na miejscu. Ruszyła powoli w stronę Ricka. Każdy krok był dla niej męczarnią. Bolała ją głowa. Upadła na kolana przy bezwładnym ciele. Potrząsnęła nim lekko. Obróciła go twarzą do nieba i wtedy zobaczył, że jego powieki powoli się otwierają.

-Rick!- Wykrzyknęła, a tłumione łzy wypłynęły. Nie płakała od dawna. Od pogrzebu swojej siostry. Obiecała sobie, że już nigdy więcej...

-Mage...-wyszeptał.

-Jestem tu, Rick. jestem przy tobie.- powiedziała zdesperowana odgarniając mu włosy z czoła.

Położył dłoń na jej brzuchu i wyszeptał:

-Opiekuj się nim i powiedz Emmie, że ją kocham nie ważne....-przerwał powoli zamykając powieki. To był jego koniec, zdesperowana Magie przyciągnęła go do siebie opiekuńczo szepcząc mu do ucha:

-Nie zostawiaj mnie nie znowu. Nie pozwalam ci, słyszysz?

Nikt jej nie odpowiedział.

Na drodze pojawił się kolejny samochód, a widząc stłuczkę zatrzymał się. Z zielonego forda wyszedł mężczyzna w średnim wieku i krzyknął:

-Boże, co się stało?!

-dzwoń po pogotowie!- Krzyknęła przeraźliwie, głaszcząc Ricka po głowie.



                                                                      ***



Biegła szybko korytarzem szpitalnym popychając ludzi po drodze. Którzy krzyczeli za nią, pod nosem narzekając na "dzisiejszą młodzież". Emma otrzymała telefon ze szpitala i nie czekając na Dorote zamówiła taksówkę. Weszła na izbę i wzrokiem wyszukała Mage. Poczuła ukłucie w brzuchu. Wiedziała co się stało, ale nie mogła tego zrozumieć, jeszcze nie.

-Gdzie on jest?!- zapytała, a głos załamał się połowie zdania.

-Reanimowali go, ale...-przerwała zalewając się łzami.- on odszedł.- wyszeptała ostatnie słowa.

Poczuła ukłucie w piersi, to samo, kiedy była tu dwa lata temu i słyszała te same słowa.

Wciągnęła chciwie powietrze przez usta, ale było go za mało. Za mało by uśmierzyć ból. W powietrzu czuć było środki dezynfekujące, leki i chorych. Nienawidziła szpitali odkąd widziała, jak na jednym z łóżek szpitalnych umarła Vicki. Słyszała ten długi pisk maszyny obok, która mówiła, że nie ma akcji serca. A jakby w dali uchwyciła tłumaczenie lekarzy, że nie mogli nic zrobić, zapalenie płuc przebiegało zbyt ostro i doszło do sepsy... Uciekła wtedy do toalety szpitalnej, zamknęła się tam i zaczęła płakać. Sama wtedy nie wiedziała kiedy zasnęła, bo ostatnie co pamięta, to oślepiające ją jarzeniówki i wywarzane drzwi. A kiedy obudziła się następnego dnia, leżała już w łóżka. Nigdy nie wracała do tamtego wydarzenia, a teraz kusiło ją żeby postąpić podobnie. Lecz zapytała się tylko Mage w której sali leży i ruszyła tam biegiem znowu robiąc zamieszanie na korytarzu. Kiedy weszła do sali zobaczyła ojca całego w bandażach, ale bez drogiego sprzętu i rurek. Usiadła na krześle obok. Dotknęła jego ręki. Była lodowaty. Ojciec cały był bledszy. Poczuła jak pierwsza łza spłynęła jej po policzku.

-Przepraszam...-wyłkała, krztusząc się własnym smutkiem. Po chwili po policzkach słynął jej potok łez których nie mogła już dłużej trzymać.

środa, 8 sierpnia 2012

Rozdział I


-Pij!Pij!Pij!- Słyszała za sobą krzyki. Wszyscy znajdowali się w małej szopie Kate, na obrzeżach miasta. Co roku klasa Emmy i Kate świętowała tam dzień przed rozpoczęciem roku. Były tam wszystkie drugie klasy gimnazjum, o ile siedemdziesiąt osób może się zmieścić na dwudziestu metrach kwadratowych.
          Emma niepewnie trzymała czerwony, plastikowy kubeczek w dłoni w którym znajdowała się przeźroczysta ciecz. Przyłożyła go do ust. Skrzywiła się  odurzona mocnym zapachem alkocholu. Zakręciło jej się w głowie. To Nick przyniósł czterdziesto procentową wódkę na imprezę, Emma zawsze się zastawiała nad tym skąd on to wszystko bierze, ale potem dochodziła do wniosku, że nie chce tego wiedzieć. Szybko przechyliła kubeczek, a niby niewinny napój znalazł się w jej gardle i zapalił go żywym ogniem. Przełknęła szybko. Zwrócę, pomyślała. Po pomieszczeniu rozniosły się radosne okrzyki, słyszała gratulacje i czuła klepanie po plechach wielu osób. Jednak widowisko się skończyło i wszyscy zdążyli już wrócić do Hanny tańczącej na stole. Wszyscy wiedzieli, że była wstawiona, jednak nikt nie powstrzymał jej przed dzikimi ruchami w rytmie rumby. Tylko klaskali do rytmu.  Nawet jej chłopak, Nick jej nie pomógł, tylko obściskiwał się z jakąś dziewczyną w kącie.  Emma zaczęła jej współczuć, ale potem przypomniało jej się, że to ona upokorzyła ją w trzeciej klasie. I uczucie odpłynęło. Nawet raz klasnęła, ale przestała, dochodząc do wniosku, że to żałosne.
-Jak było?- usłyszała skrzek Kate, jej przyjaciółki. Patrzyła na Emmę swoimi niebieskimi oczami i pomogła jej wstać, wbijając swoje tipsy w jej skórę. Ostatnio utleniła sobie włosy Emma powiedziała, że wygląda super, ale wyglądała sztucznie, tak, jak jej opalenizna, wszystko u niej było sztuczne, nawet uśmiech. Zmieniła się.
-Całkiem nieźle.- odpowiedziała nieco pijana już Emma, nadal czując ogień w gardle.
-Kochanie muszę ci coś powiedzieć....-przerwała, czekając na reakcje. Emma zamilkła dając jej znak żeby mówiła dalej. - Widziałam, jak Patrick całował się z Evą.- Dokończyła bez krzty współczucia w głosie.
           Zabolało, jak cholera. Mocno. Poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. Widziała wszystko przez powłokę słonej wody. Podobno, jak płacze się ze smutku to łzy są słone, a jak z gniewu to gorzkie. Nie wiedziała czy to prawda, ale gdzieś to kiedyś słyszała. Nim zaczęła się nad tym głębiej zastanawiać jedna łza spłynęła jej po policzku, Zaczęła myśleć tak szybko, na ile pozwalał jej pijany mózg.
Czemu?, zapytała siebie.
Lecz smutek szybko minął, a na jego miejscu pojawił się gniew. Silny, zbyt silny, to była furia.
-gdzie oni są?- Zapytała, a głos aż zadrżał od złości.
-Za szopą.- Odpowiedziała uśmiechając się lekko, ale Emma nie miała teraz czasu się nad tym zastanawiać. Ruszyła za stodołę, a gdy wyszła zza rogu ukazali się się Patrick i Eva, siedzieli razem, przytuleni do siebie na ławeczce pod drzewem. Podeszła do nich, a kiedy Patrick ją zobaczył, na początku był zamurowany, a potem przestraszony, aż w końcu nałożył maskę i zaczął:
-To nie tak....
            Chwyciła go za jego blond włosy i pociągnęłam mocno ku ziemi, czując płynącą adrenalinę w żyłach.
- Ty sukinsynu, ja ci się oddałam,a ty....- głos mi się załamał i zalałam się łzami-... a ty, obściskujesz jakaś sukę. - Dokończyłam puszczając jego włosy. dziewczyna z którą siedział wyglądała na przestraszoną, zauważyła Emma, ale po chwili doszła do wniosku, że gówno ją to obchodzi. Nie przyglądając się jej dalej Emma uciekła w stronę domu.



                Światła w domu było pozapalane. Emma nie była pewna czy chce tam iść. Czekał ją tylko ochrzan, że uciekła. Westchnęła. Uchyliła ostrożnie drzwi, żeby wejść niezauważona. Lecz tata cierpliwie siedział na kanapie, przebierając palcami ze zdenerwowania, a wraz z jej wejściem ruszył w Emmy stronę. Był zły, doszła do wniosku Emma, zły to mało powiedziane. Przebiegł ją dreszcz po całym ciele, nie lubiłą tego.
-Gdzie ty byłaś do, cholery?- Zapytał cały czerwony na twarzy.
-Nigdzie.- Wybełkotała, niewyraźnie.
-Czy ty jesteś pijana?- zapytał nie wierząc w swoje słowa.
-Nie.- Odpowiedziała zanosząc się śmiechem.
-Do pokoju! Szlaban do odwołania!- Krzyknął a jego głos odbił się echem po ścianach. Ruszyła powoli, na górę po schodach. Kiedy weszła rzuciła się na łóżko, nie mając siły wstać.

Obserwatorzy